Od tego feralnego spotkania z Alex, minął ponad tydzień. Nie widziałam jej aż do dzisiaj. Było na meczu. Siedziała zaraz prze de mną. Cały czas się wydzierała, szczerzyła i machała w stronę Neya. Ale mój kociak nie zwracał na nią uwagi. Nawiązał z nią tylko krótki, bardzo ciekawy dialog.
-Cześć Ney! Co u ciebie?!- przybiegła w naszą stronę.
-Cześć. Sorry Alex, ale muszę lecieć.-
Dla mnie to lepiej. Kiedy skończył się mecz chłopaki poszli do szatni. Ja czekałam już na parkingu. Nie mam zamiary oglądać tego co chłopaki wyprawiają w szatni, kiedy świętują wygraną.
Wsiedliśmy do samochodu Neya i włączyliśmy muzykę.
-Jestem z Ciebie dumna kochanie.- zarzuciłam mu ręce na szyję i uroczo go pocałowałam.
-Bo rzeczywiście masz z czego.- próbował udawać skromnego.
-Oj kociak w końcu wiesz...rzadko się zdarza trafić 5 goli na jednym meczu. Dziś byłeś, jak torpeda.- zabrałam mu jego full capa i sama go założyłam.
-Oj wiesz...po prostu pewna, piękna wielbicielka Barcelony działała na mnie , jak prawdziwy zastrzyk energii.-
-Skarbie bo się zarumienię. A właśnie, gdzie teraz jedziemy?- spytałam zmieniając piosenkę.
-Jedziemy do mnie do domu. Dziś przylatuje Davi. Chcę Cię mu przedstawić.- oświadczył.
-Zaraz, że co?!- wyrzuciłam.
-No wiesz...myślałem, że będziesz chciała poznać mojego synka. W końcu jesteśmy razem i miałem nadzieję, że będziemy mogli spędzać czas we trójkę.- zauważyłam, że zrobiło mu się przykro.
-Skarbie pewnie, że chcę. Tylko wiesz...zaskoczyłeś mnie tym. Nie sądziłam, że to nastąpi tak szybko. A z kim przyjedzie?- spytałam i bardzo tego pożałowałam.
-Wiesz...zawsze przyjeżdżał z Caroliną, ale odkąd Cah nie żyje...to Raf go przywozi. Przyprowadzi go do mnie, a potem wraca do Rio. Możliwe, że Davi już nie długo wprowadzi się do mnie na stałe.- uronił łzę.
-Skarbie...przykro mi z powodu Caroliny. Wiem, że ci jej brakuje...-
-Nic się nie stało. Po prostu była moją przyjaciółką..., ale teraz mam Ciebie i tylko to się liczy. Daviś cię polubi.-
-Mam nadzieję. Nie mogę się doczekać tego kiedy go poznam. Trochę się stresuję.-
-Nie masz czym kochanie.- roześmiał się.
-Pogłoś- poprosiłam, kiedy zaczęła się nasza ukochana piosenka.
-You're picture perfect blue. Sunbathing under moon. Stars shining as your bones illuminate. First kiss just like a drug. Under your influence. You take me over you're the magic in my veins. This must be love.- Neymar zaczął śpiewać. Jakoś nie tak jak on. Uroczo... i całkiem do rytmu.
-Boom! Clap! The sound in my heart.- przyłączyłam się do Neymara i całą drogę śpiewaliśmy już razem.
Kiedy weszliśmy do domu postanowiłam się przebrać. Wybrałam coś wygodnego:
Na obiad zrobiliśmy sobie pyszny makaron z łososiem i sosem śmietanowo-ziołowym. Podziwiam mojego skarba...jest tak chudy..., a zjadł dwa talerze.
-Kiedy przyjedzie Davi?- spytałam.
-Powinien być o 16. A co?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak tylko pytam. A co jeżeli mnie nie polubi.?- zaczęłam się denerwować.
-Kochanie...- podszedł do mnie i mocno przytulił, po czym kontynuował.
-Ja i mój syn mamy podobny gust do kobiet. Na pewno Cię polubi. Zobaczysz...tak, jak ja nie będzie mógł bez Ciebie żyć.-
-Mam taką nadzieję. Zdążymy jeszcze podjechać do sklepu z zabawkami.?- pocałowałam go nieśmiało.
-Pewnie. Ale dobrze wiesz, że nie musisz małemu kupować prezentu.?-
-Wiem, ale chcę.-
***NEYMAR***
Pojechaliśmy do największego sklepu z zabawkami w Barcelonie.
Livia kupiła coś wielkiego, ale nie chciała pokazać mi co to. Znam jej gust i dobrze wiem, że Daviemu się spodoba. Dzwoniła Rafa... przyjechali wcześniej. Zostawiła Daviego z Marcelą, a sama udała się na zakupy. Kiedy weszliśmy do domu Davi siedział już w salonie i zajadał się misiowymi żelkami. On chyba się o nich uzależnił.
-Cześć tatusiu!- mały rzucił mi się na szyję.
-Cześć szkrabie! Jak podróż?!- spytałem.
- Fajnie. A u ciebie jak tam?- dał mi całusa.
-Świetnie. Wiesz...chcę ci kogoś przedstawić.
Livia nieśmiało weszła do salonu. Uśmiechnęła się do Daviego, a ja objąłem ją w talii i mocno przytuliłem do siebie.
-Tatusiu, kto to jest?!- spytał Davi. U kucnąłem i spojrzałem małemu prosto w oczy.
-Davi..., to jest Livia.- pogłaskałem go, po jego blond włoskach.
-A kim jest Livia?!- spytał.
-Livia...to moja nowa dziewczyna. Jest bardzo fajna wiesz?-
-Kochasz ją?!- nie dawał za wygraną.
-Ponad życie.- odpowiedziałem.
-A ty kochasz mojego tatusia?!- tym razem zwrócił się do Livii.
-Całym sercem.- odpowiedziała.
-A mnie też pokochasz?!- położył jej rączki na policzkach, a mi ścisnęło się w gardle.
-No oczywiście.- mocno go przytuliła.
-I będziesz mnie kochała, tak bardzo jak kochała mnie moja mamusia?!- mały zaczął płakać.
-Nawet jeszcze bardziej.- Livia otarła małemu łzy.
-Wiesz....jesteś fajniejsza niż moje ulubione żelki.- Davi tym razem się roześmiał.
-Na prawdę?! O jeju...to dla mnie zaszczyt. Wiesz...ja też uwielbiam żelki.- poprawiła Daviemu koszulkę.
-Serio?! Ale super!-
-A właśnie mam dla ciebie prezent.- podała małemu torebkę, w której było to.
-Jeju! Jakie super! Dziękuję Ci! Jesteś kochana! Jesteś najlepsza! Tatusiu dbaj o nią i bądź dla niej miły!- ścisnął Livię z całej siły.
-Podoba Ci się?!- spytała i dała mu buziaka.
-Tak! To najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem!-
Potem jeszcze długo się razem wygłupialiśmy. Jestem dumny z tego, że mam taką wspaniałą rodzinę. Oddałbym za nich wszystko. Wiem, że razem będziemy szczęśliwi, a Livia będzie wspaniałą matką dla mojego syna.







.jpg)