Wstałam dość wcześnie, bo zaledwie parę minut po 6. Słońce już świtało. Coś miałam na głowie...żuraw z papieru. Że też wpadłam na pomysł, aby zawieszać je pod sufitem. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam zęby, uczesałam włosy..., a no i wzięłam zimny prysznic. Było bardzo gorąco. Uczesałam moje kasztanowe włosy w warkocz i założyłam moją ukochaną pudrowo-różową sukienkę.
Postanowiłam zejść na dół i przygotować śniadanie dla Michaela i taty (już nie pamiętam kiedy ostatnio mówiłam Carlosowi po imieniu). Wyszłam z pokoju i nie chcąc obudzić chłopaków na palcach zeszłam na dół.
Kiedy byłam już w kuchni wyjęłam z dolnej szuflady jedyną książkę kucharską jaka była w domu - "Jedz zdrowo z Mariką Sparks." Nie było w niej zbyt wielkiego wyboru więc zdecydowałam się na ŚWIEŻĄ SAŁATKĘ Z WINOGRONAMI I WĘDZONYM ŁOSOSIEM. Skończyłam nakrywać do stołu kiedy do kuchni wszedł Black.
-Cześć siostrzyczko. Wyspałaś się?- spytał i dał buziaka w policzek.
-Tak i to bardzo, a teraz siadaj i jedz.-oddałam mu buziaka.
-A właśnie...ty masz zamiar w tej sukience grać w piłkę?- pokazuje głową na moją sukienkę od Mc Quina.
-Ale jak to grać? Dzisiaj z Sarą nie idziemy na boisko.- opowiedziałam zmieszana.
-No z Sarą nie. Ale za to ja zabieram Cię dzisiaj na Camp Nou. Gadałem już z dziadkiem powiedział nawet, że będziesz mogła z nami potrenować.- oświadczył i wsadził sobie do buzi wielką porcję sałatki.
-Że gdzie?!- spytałam zaskoczona.
-No na trening....wiesz o co chodzi. Piłka..., boisko...., stadion..., ćwiczenia.- tłumaczył mi jak małemu dziecku.
-Serio?! Mogę iść z tobą?! Ale nie..chyba nie pójdę...- mój entuzjazm szybko spadł.
-Ale czemu?...chociaż nie. Nie odpowiadaj. Już wiem. Wstydzisz się. Ale posłuchaj nie masz czego. Będę ja. Będzie dziadek. A chłopaki są serio bardzo sympatyczni. - uspokoił mnie.
-To co pojedziesz ze mną?-dodał.
-No dobra!- zeskoczyłam z krzesła i pobiegłam na górę się przebrać. Na schodach wpadłam na tatę.
-Cześć tato! Jadę z Michaelem na trening. Na stole masz śniadanie!- krzyknęłam i wbiegłam do pokoju.
-Okey! Miłej zabawy kwiatuszku!- krzyknął za mną.
Przebrałam się w to:
A do mojej torby włożyłam jeden ze strojów Blacka i moje ulubione korki. Na stadion pojechaliśmy samochodem Michaela. Przed wejściem spotkaliśmy dziadka. Pogadaliśmy parę minut, a potem ruszyliśmy w kierunku szatni. Michael cały czas obejmował mnie ramieniem. Dobrze wiedział, że bardzo się stresuję. Kiedy dochodziliśmy już do "męskiego zakątka pielęgnacyjnego" Michael powiedział -Kiedy tam wejdziesz, może spotkać Cię coś co na zawsze zrujnuje twoją psychikę.- obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Bez pukania wszedł do środka. Ale przecież on też jest częścią Katalonii. Po wejściu do środka poczułam się, jakbym była w przedszkolu. Chłopaki rzucali w siebie wszystkim co było pod ręką. Ściągali sobie spodnie i ręczniki. Szczypali się gdzie popadnie, a przy tym piszczeli i śmiali się, jak małe dzieci. Od razu zauważyłam, że byli tam tylko: Suares, Pedro, Rafinha, Alves, Messi i Ramires. -Chłopaki.-powiedział Black... , ale bezskutecznie..., było za głośno. -E! Chłopaki!- wydarł się. -O! Cześć Black! Długo już tu stoisz?!- pierwszy odezwał się Messi. Następnie podszedł i przywitał się z moim bratem, a za nim reszta ekipy.
-Chcę wam kogoś przedstawić,- przeniósł wzrok na mnie. -To Livia. Moja młodsza siostra. Mam nadzieję, że się polubicie. No dobra królewno. Ja zostawiam Cię z chłopakami i idę się przebrać.- oświadczył.
-Że co ?!- wyrwało mi się. Wszyscy zaczęli się śmiać. -Spokojnie nikt Cię tu nie pogryzie.- uspokoił mnie Michael. -No nie wiem.- powiedział Pedro i wymownie spojrzał się na Suaresa. Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Haha. Ale śmieszne. Jeżeli chcecie wiedzieć to dzisiaj bardzo bolą mnie zęby.- bronił się Luis. Alves zrzucił z ławki czyjeś ubrania. -Siadaj.- powiedział i pokazał wolne miejsce na ławce.
-Dziękuję.- posłałam mu najpiękniejszy uśmiech na jaki tylko mnie stać. Drzwi od strony łazienki otworzyły się. Byłam pewna, że to Michael już wrócił. Ale myliłam się. Do szatni dumnym krokiem weszli Pique, Bravo, Adriano, Iniesta, Busquets, Munir i Neymar. Junior na żywo wygląda o wiele cudowniej niż na zdjęciach i filmach. A ja dodatkowo miałam takie szczęście, że Ney był w samych bokserkach.
Myślałam, że szczena opadnie mi do ziemi. On był taki cudowny. Mogłabym patrzeć na niego godzinami.
-Ej, laluniu! Siedzisz na miejscu, w którym wcześniej leżały moje rzeczy! Nie pomyliłaś się przypadkiem?!- Ney nie ukrywał swojego zdenerwowania. Zaraz... , czy on powiedział do mnie laluniu?!
-Ja...- nawet nie miałam odwagi się bronić.
-Co ty?! Co ty?! Ty wiesz kim ja jestem?! I w ogóle kto takiej laleczce pozwolił tu wejść?!- o nie... tego już za wiele. Gotowało się we mnie.
-Ney, wyluzuj! Livia przyszła tu z Blackiem. To jego siostra!- Dani stanął w mojej obronie.
-A co mnie to obchodzi czyja to..., zaraz to siostra Michaela?- zachowywał się, jakby usłyszał nie wiadomo jaką nowinę. -Tak. To siostra Michaela. A co za tym idzie wnuczka dyrektora. A z tego co wszystkim wiadomo, ty i tak masz już u niego na pieńku za ciągłe spóźnienia i pyskowanie.- wtrącił się Messi. -Chłopaki, słychać was w moim gabinecie. Widzę, że poznaliście już moją wnuczkę. To co Livia? Idziesz grać z chłopakami?- spytał dziadek. Tak na poważnie to nie miałam na to ochoty, ale pogarda do mnie w oczach Neymara zmieniła moje zdanie. -Pewnie, tylko się przebiorę.- uśmiechnęłam się.
-To świetnie. Munir, zaprowadź Livię do łazienki. Tylko damskiej i rączki trzymaj przy sobie.- wszyscy znowu zaczynają się śmiać. -Nie ma problemu doktorku.- kładąc mi rękę na plecach zaprowadził mnie do łazienki. -Livia....nie przejmuj się Neyem. On taki jest.Sława bardzo go rozpuściła. Za parę dni mu przejdzie.- pocieszył mnie.
-Dziękuję. Też mam taką nadzieję.- odparłam. Munir jest całkiem spoko. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
-Munir, zostawisz nas samych?- o nie...to był ten głos. Munir nie pewnie na mnie spojrzał...,ale potwierdzająco pokiwałam głową. -Czego chcesz lalusiu?- wyrzuciłam z siebie.
-Ej laluniu. Nie tak ostro.- przykleił sobie na twarz ten gardzący uśmiech.
-Nie mów tak do mnie!- wkurzyłam się.
-Okey, laluniu. Ale Maleńka zapamiętaj sobie jedną rzecz. Nie myśl sobie, że skoro jesteś siostrą mojego najlepszego przyjaciela i wnuczką dyrektora to wszystko ci wolno!- wydarł się na mnie.
-Wiesz co...ja też Ci coś powiem. To, że grasz w najlepszym klubie na świecie, nie znaczy, że jesteś nie wiadomo kim piłkarzyku w szpileczkach!- irytował mnie. Powiedziałam mu co myślałam i poszłam na boisko. Miałam tego dupka dość jak na jeden dzień!
***Neymar***
Przyszła sobie taka siostra Blacka i myśli, że wszystko jej wolno. Nazwała mnie piłkarzykiem w szpileczkach, a przecież wszyscy wiedzą, że jestem mistrzem. A jak się odnosiła, kiedy trafiła bramkę. O nie...,ja tego tak nie zostawię. Nie cierpi mnie, a ja to wykorzystam. I już wiem jak.
-Ej chłopaki, dziś robię imprezę wpadniecie?- zapytałem składając swoje rzeczy.
-Pewnie!- odpowiedzieli wszyscy chórem.
-Black, mam nadzieję, że ty też przyjdziesz.- zwróciłem się do przyjaciela.
-Oczywiście, że będę.- rzucił mnie swoim ręcznikiem siedząc na krześle.
-To świetnie! Livia też może przyjść jeżeli ma ochotę.- zmieniłem ton na bardziej szarmancki.
-Pewnie. Przyjdziemy wcześniej to pomożemy w przygotowaniach.- oświadczył.
-To super! Do wieczora.- rzuciłem na pożegnanie. Mina Livii była bezcenna. Coś czuję, że będzie wesoło.
***Livia***
Co Michael sobie myśli? Ja mam iść na imprezę do tego pacana?! I na dodatek pomagać mu w przygotowaniach?! O nie! Popamiętają mnie obydwaj! CDN
MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM PODOBAŁO. CZEKAM NA KOMENTARZE BO TO ONE MOTYWUJĄ MNIE DO DALSZEJ PRACY. PRZYPOMINAM WAM, ŻE TO DOPIERO PIERWSZE OPOWIADANIE. JUŻ WKRÓTCE GOTOWY BĘDZIE DESIGN NOWEGO BLOGA. MOGĘ WAM ZDRADZIĆ, ŻE W NASTĘPNYM OPOWIADANIU DOJDZIE DO PIERWSZEGO ZBLIŻENIA LIVII I NEYMARA, ALE TO W CALE NIE NAPRAWI ICH KONTAKTÓW.










.jpg)