Charlie XCX

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 4 - Nie pierwsza Polka na liście..

                                                             ***LIVIA****

Wstałam dość wcześnie. Umyłam zęby, nałożyłam delikatny makijaż i ubrałam się w to:

Szybko spakowałam torbę. Ręcznik, żel pod prysznic, korki i strój Blacka. Nie mogę się już doczekać, kiedy znowu zobaczę Neymara. Całą noc pisałam z nim sms-y. W życiu bym nie podejrzewała, że jest takim romantykiem.
-Livia kurier do Ciebie!- Mich wyrywa mnie z głebokich myśli. Kurier?! Do mnie?!
-Panna Livia Wilk?- spytał kurier.
-Tak. A o co chodzi?-
-Przesyłka do pani.-oświadczył i podał mi jakiś kwit do podpisania.
-A mogę wiedzieć kto jest jej nadawcą?!- spytałam.
-Nie jaki pan Neymar da Silva Santos Junior.- kurier podał mi małe pudełko. Aż uśmiechnęłam się, kiedy usłyszałam imię mojego ukochanego. A jeszcze przedwczoraj najprawdopodobniej dostałabym ataku nerwicy. Kiedy kurier wyszedł zajrzałam do środka. Prawie rozpłakałam się ze wzruszenia. W środku był sernik w kształcie serca, z ozdobnymi różyczkami z lukru i liścik:
  "Nawet nie wiesz, jak bardzo za Tobą tęsknię.
Nie mogłem spać, cały czas myślałem
o Tobie. Nie mogę się doczekać dzisiejszego
treningu. Jesteś dla mnie wszystkim. Kocham
Cię księżniczko.
 ~ Twój NJR
P.S. Zjedz cały sernik po jesteś za chuda."

-No proszę, proszę. Neymar romantykiem?!- mój brat udawał zdziwionego.
-No co?! Każdy ma prawo okazywać uczucia.- zaczęłam bronić mojego ukochanego.
-A te kwiaty też od niego?- przytula mnie i pokazuje na wielki bukiet róż.
-Tak. Ładne co?!-
-Piękne. Dobra jedz śniadanie i lecimy, bo Ci ukochany ucieknie.- Black zaczął się śmiać.
-Nie za wcześnie?- spytałam zdziwiona .
-Nie, gdyż zaczynamy dbać o środowisko oraz własną posturę i swoje zdrowie i na Camp Nou idziemy na pieszo.- ja w odpowiedzi robię tylko głupią minę.
-No dobra, a tak serio to samochód mi się zepsuł, a tatuś pojechał do pracy wcześniej i nie ma nas kto zawieść.-
-No dobra.- wzięłam się za jedzenie płatków czekoladowych z...sokiem pomarańczowym.
Drogę na Camp Nou pokonaliśmy dość szybko. W około pół godziny byliśmy już na miejscu.
Pierwsze co zrobiłam to udałam się na poszukiwania za moim skarbem. Nigdzie go nie było. W końcu dziadek powiedział mi, żebym się nie martwiła bo Ney do niego dzwonił i powiedział, że się spóźni. Na moje pytanie skąd wie o mnie i Juninhu odpowiedział: "Wiesz...twój brat nie umie trzymać języka za zębami." Aha...i wszystko jasne. W końcu znalazłam Neymara w szatni, kiedy się przebierał.


Kiedy tylko mnie zobaczył podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
-Cześ kotku! Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłam. A serniczek był pyszny.- 
-Ja za tobą też tęskniłem kochanie. Cieszę się, że Ci smakował.- dał mi mega uroczego buziaka.
-Okey, ja lecę się przebrać, do zobaczenia na boisku.- pocałowaliśmy się jeszcze raz. Tym razem długo i namiętnie. Ręce Neya z moich pleców poleciały mu trochę niżej. Chłopaki w szatni jakoś dziwnie na to zareagowali. Suarez wypluł nawet wodę, którą właśnie pił.
-Okey. To ja czekam na boisku.-

***NEYMAR***
-No co?!- spytałem się.
-Skarbie?!  Kotku?! Tęskniłem za tobą?! Ney... Czy my o czymś nie wiemy?! -  Messi i Pique stanęli przede mną tak,  że zasłonili mi całą resztę. 
-A o czym macie wiedzieć?!-udawałem głupka.
-Ney...-tym razem dziurę w brzuchu wiercił mi Xavi.
-No dobra no. No bo...kurde strasznie źle ją potraktowałem...I wczoraj poszedłem z kwiatami ją przeprosić..no i okazało się, że lubimy ten sam serial i te same kanapki...no i od słowa do słowa, tak jakoś wyszło..., no i potem się pocałowaliśmy, a potem przyszedł Blacki no to przestaliśmy się całować i tak szybko się ubraliśmy, no a potem Livia poszła. A dziś rano wysłałem jej przez kuriera sernik w kształcie serduszka...no i no..., tak właśnie było.- język zaczął mi się plątać.
-A nie łatwiej by było powiedzieć, że jesteście razem?- tym razem odezwał się Alves.
-No okey...jesteśmy razem.- na twarzy wyskoczyły mi rumieńce.
-Ale kto jest razem?!- spytał roześmiany Munir, wychodząc spod prysznica.

-Neymar i Livia. Spikneli się wczoraj.- Pique puścił mi oko i cmoknął swoje odbicie w lustrze.
-Livia, w senie, że siostra Blacka?- spytał, jakby czegoś nie rozumiał.
-Tak dokładnie. A co coś nie tak?!- spytałem, kiedy zobaczyłem,jego skwaszoną minę.
-Nie nic!- odparł i wyszedł z szatki głośno trzaskając drzwiami.
-A jemu to co?!- spytałem.
-Nie wiem...-odparł Xavi i ruszyliśmy na boisko. Livia już tam była..., rozciągała się i przekomarzała z Blackiem. Przypomniało mi się, kiedy to ja i Rafaella tak się przekomarzaliśmy...odruchowo dotknąłem tatuażu na mojej ręce...,ale szybko o tym zapomniałem. Żwawym krokiem ruszyłem w kierunku mojego przyjaciela i mojej ukochanej.
-Mmm, kotku wyglądasz bardzo seksownie kiedy rozciągasz swoje piękne, lecz o wiele za chude nogi.- delikatnie ugryzłem ją w ucho.
-Ała!- dostałem uroczego buziaka w policzek. Michael tylko na nas spojrzał i się zaśmiał.
-A właśnie skarbie co robisz dziś po południu?- spytałem.
-A nic, a czemu pytasz?-
-Może wybierzemy się na jakąś randkę co?-
-No pewnie!-pocałowała mnie.
-Okey, wszyscy do mnie! Zaczynamy trening!- Enrique przekrzyczał wszystkich.
Ustawiliśmy się w dwu szeregu. Ja stanąłem przed Livią, bo uwielbiam, jak ktoś mnie przytula od tyłu. Byłem pewien, że tak jak zwykle będę wybierał ja i Xavi, więc sądziłem, że ja i Livia będziemy w jednym składzie, kiedy odezwał się Enrique.
-Dziś wybiera Neymar I Livia.-
-Że co proszę?!- wykrzyczałem.
-No co gołąbeczki?! Trzeba was rozdzielić, bo dojdzie nam kolejna maskotka Barcy, a funduszy mamy coraz mniej.- wszyscy zaczęli się śmiać.
Oprócz tego, że rozdzielono mnie z Livią, nie narzekałem. Miałem dość dobry skład. Ja, Munir, Mesii, Iniesta, Pedro, Adriano, Alves, a na bramce Claudio. Trening zakończył się remisem 4:4. Moja królewna całkiem dobrze grała. Kiedy spokojnie rozmawialiśmy sobie w szatni, nagle ni z tego ni z owego odezwał się Munir.
-Ney, pewnie już Ci się chwalił, że nie jesteś pierwszą Polką, na liście jego zdobyczy co?!- zrobił pewną minę i spojrzał na mnie bardzo pogardliwie.
-Że co?! Na jakiej liście?! I jaka Polka?! O czym ty mówisz?!- Livia bardzo się zdenerwowała.
-Weź się zamknij frajerze i nie wpychaj dupy w nie swoje sprawy!- byłem strasznie wkurzony.
-No co?! Jak jej było?! Aleksandra tak?! Byliście ze sobą tylko 2 miesiące, ale sam mówiłeś, że macie wrócić do siebie w sierpniu, jak skończy jej się kontrakt...nie wiem czy wiesz, ale mamy już lipiec...-o co mu chodziło?!
-Neymar to prawda?!- Livia prawie zaczęła płakać.
-Livi..., ja Ci to wytłumaczę...- nie wiedziałem co powiedzieć...ja już dawno zakończyłem znajomość z Aleks...i to doszczętnie...
Livia trzasnęła drzwiami...po długiej rozmowie, na szczęście udało mi się ją udobruchać. Pojechałem do domu i przebrałem się w to:


Przy okazji zrobiłem sobie selfie i wrzuciłem na insta. Wsiadłem do samochodu i pognałem po moją ukochaną.

****LIVIA****

Kompletnie nie wiem czego mam się spodziewać po dzisiejszej randce. Ney o niczym nie chciał mi powiedzieć. Powiedział tylko, że mi się spodoba. Ubrałam się w to: 

i cierpliwie czekałam na mojego ukochanego, wciąż myśląć o dzisiejszej kłótni.


KOCHANI, NA DZIŚ TO TYLE, A WKRÓTCE JUŻ NIESPODZIANKA.


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 3 - Niespodziewana wizyta

                                   ****NEYMAR****
   
    Przez całą noc, znaczy od godziny 4:00 nie mogłem zmrużyć oka. Strasznie rozbolała mnie głowa. Patrzę na zegarek..., jest 11:45. Postanowiłem wpaść do Michaela..., czas odnowić więzi z najlepszym przyjacielem. Ostatnio bardzo zaniedbałem. Podniosłem się z łóżka, wziąłem ciepły prysznic, umyłem zęby i ubrałem się w to:


Zjadłem na biegu kanapkę i wsiadłem do samochodu. Na pełnym gazie pojechałem w kierunku Blacka..., ale przed tym mam zamiar wstąpić do kwiaciarni.

***LIVIA***

Po wczorajszym cały czas boli mnie głowa. Strasznie polubiłam Munira, to strasznie sympatyczny chłopak. Przetańczyłam z nim potem całą imprezę. A mój braciszek co piosenkę tańczył z inną laską. Po krótkich "zabiegach pielęgnacyjnych" ubrałam się w to: 
Zrobiłam sobie kanapki i rozsiadłam się przed telewizorem. Przełączyłam na Sun.., akurat zaczął się mój ulubiony serial. Prawie wylałam jogurt pitny, kiedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Kto ma czelność przeszkadzać mi w oglądaniu mojego ulubionego serialu?! Wściekła podchodzę do drzwi.
-Cze...- urywał wpół słowa, kiedy widzę kto za nimi stoi.
-Hej..., miło Cię widzieć. Jest Michael?!- Neymar pyta niepewnie. 
-Hej...nie, nie ma. Jest u taty w firmie. Będzie za jakąś godzinę, ale jak chcesz to możesz na niego poczekać.- szerzej otworzyłam drzwi.
-Pewnie. Dziękuję. A i mam coś dla Ciebie.- zdjął buty i nieśmiało się uśmiechnął. 
-Dla mnie?!- byłam bardzo zaskoczona.
-Tak. Przepraszam za wczoraj. Wiem zachowałem się, jak kretyn. Strasznie mi przykro. Wiem, że w ostatnich dniach byłem strasznym dupkiem. Przepraszam. Polubiłem Cię. I to bardzo..., chciałbym, żebyśmy zaczęli od nowa.- przysunął się, a zza pleców wyciągnął wielki bukiet, pięknych, czerwonych róż.

-Ojej! Dziękuję. I ja też przepraszam. Ale nie za to, że cię uderzyłam...bo zasłużyłeś sobie. Tylko przepraszam, za porysowanie parkietu i pobrudzenie dywanu ponczem.- wzięłam od Neya kwiaty i włożyłam je do wazonu.
-To co?! Między nami okey?-spytał.
-Okey.-

***NEYMAR***
Cieszę się, że się pogodziliśmy. A po za tym Livia, to bardzo sympatyczna dziewczyna. Chyba nie potrafiłem jej docenić i zrozumieć. Dziś jest o wiele milsza, niż zazwyczaj. A po za tym, ślicznie wygląda..., w tym sweterku jest mega urocza. Nie to, żeby coś..., ale po prostu...ładna jest no i tyle.
-Też oglądasz "E Familio" ?- 
-Jak to też?- charakterystycznie uniosła brwi.
-Uwielbiam to. To mój ulubiony serial!-
-Na poważnie?! Mój też! A oglądałeś ten odcinek, jak Helena myślała, że na swoich urodzinach całowała się z Paulo..., a to się okazało, że to był jego brat bliźniak Marc?!-
-Haha! To było genialne! Albo, kiedy Helena w dzień ślubu Isabell zamknęła ją w spiżarni!- zaczęliśmy nawiązywać se sobą bardzo dobry kontakt.
-Oj tak. Wiesz...nie sądziłam, że tyle nas łączy!-
-No ja też nie.- ugryzłem kawałek kanapki, która leżała na stoliku. Livia, zrobiła dość śmieszną minę.
-No co?!- spytałem.
-To było moje śniadanie.- odrzekła, i zarzuciła swoim warkoczem do tyłu.
-Ojć...- odpowiedziałem i oboje zaczęliśmy się śmiać. Usiedliśmy na skórzanej kanapie i ze wzrokami wlepionymi w plazmę jedliśmy kanapki z serem i pastą z alg. Nawet nie zauważyłem, kiedy złapałem Livię za rękę. Kiedy się odwróciła w moją stronę, spojrzałem jej głęboko w oczy. Drugą dłonią, delikatnie złapałem ją pod brodą. Czułem to, jaka była delikatna i kruchutka. Nigdy czegoś takiego nie czułem...znam ją zaledwie 30 godzin, a zakochałem się w niej na zabój. 
Livia położyła mi swoją dłoń na karku, poczułem bijące od niej ciepło. Nie potrafię zrozumieć tego, jak jej były mógł tak bardzo ją krzywdzić. Dopiero teraz dostrzegam wyraźne blizny na jej nadgarstkach. Zaczynam płakać.
-Co się dzieje?! Dlaczego płaczesz?- spytała mnie i delikatnie wytarła cieknącą po policzku łzę.
-Bo nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógł tak bardzo skrzywdzić kogoś, tak cudownego, jak ty.-
-Ale...,ale skąd wiesz o Tomku?!-spytała..., jakby z niepokojem.
-Mich mi o wszystkim powiedział. Nie gniewaj się na niego.- włożyłem jej luźne pasmo włosów za ucho.
-Spokojnie...nic się nie stało.- przytuliła się do mnie.
Zacząłem delikatnie głaskać ją po plecach, a ona w odpowiedzi zaczęła bawić się moimi włosami. Delikatnie przyciągnęła moją twarz do swojej...i pocałowała mnie. Byłem zszokowany...
-Nie bój się...tym razem Cię nie uderzę.- pocieszyła mnie, a ja w odpowiedzi zacząłem się śmiać. Całowaliśmy się coraz pewniej, oswajałem jej ciało z dotykiem moich rąk. Zdjęła mi koszulę, położyliśmy się na kanapie.  Ja leżałem na niej. Nasze wargi..., zaczęły się łączyć w spójną całość. Czułem, jakbyśmy znali się od zawsze. Jakbyśmy byli 2 puzzlami, które pasują do siebie wręcz idealnie. Delikatnie i powoli pozbawiłem ją jej sweterka. Wybuchłam głośnym śmiechem na widok jej stanika z Kaczorem Donaldem.
-Haha, ale śmieszne.- droczyła się ze mną, a ja w odpowiedzi czule cmoknąłem ją w czoło. Livia zdjęła mi T-Shirt. Kiedy poczułem pod swoją klatką, jej nagie ciało, zaczęło we mnie buzować. Moja księżniczka delikatnie przekręciła głową, a swoje dłonie ułożyła na moim torsie. Zacząłem całowac ją w szyję. Długo i namiętnie, a ona odpowiadała mi tym samym. W końcu nasze wargi znów się połączyły..., nie spieszyłem się z "francuskim buziakiem" bo nie chciałem jej speszyć. Lecz po pewnym czasie, nasze języki zaczęły ze sobą tańczyć. Czułem się tak niesamowicie. Mimo to, że odwróciła się ode mnie moja rodzina, czułem się jak największy farciarz na świecie. W jej dotyku czułem troskę i opiekuńczość. Było mi z nią tak dobrze. Nagle do moich uszu dobiegło czyjeś chrząkanie. Odwróciłem się na chwilę i zobaczyłem..., Michaela. Szybko zerwałem się na nogi, założyłem T-Shirt i zacząłem skakać w poszukiwaniu mojej koszuli.
-Tego szukasz?- podniósł rękę do góry, w której trzymał moją koszulę.
-Tak, Dzięki.-
Livia to samo zrobiła ze swoim sweterkiem. Szybko wstała i przywitała się z Blackiem.
-To cześć Ney. Do jutra. Zobaczymy się na treningu.- dała mi buziaka w policzek i pobiegła na górę.
-No co?!- 
-A nie mówiłem?!- Mich sprzedał mi kuksańca.
-No mówiłeś, mówiłeś. Wiesz co? Kocham twoją siostrę ponad wszystko.- obaj zaczęliśmy się śmiać.

***LIVIA***

Z dołu dobiegają wyraźne śmiechy chłopaków..., to co zaszło między mną, a Neyem....to coś niesamowitego. Uwielbiam tego faceta! W jednej chwili stał się moim życiem! Nie mogę się doczekać jutrzejszego treningu...po związku z Tomkiem, nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek będę potrafiła się zakochać.






MAM NADZIEJĘ, ŻE TEN ROZDZIAŁ SIĘ WAM SPODOBAŁ. NIE SĄDŹCIE, ŻE MIĘDZY LIVIĄ, A NEYEM JUŻ WSZYSTKO JEST OK. NA ICH DRODZE STANIE JESZCZE NIE JEDNA PRZESZKODA. M.IN. ZAZDROSNY MUNIR I EKS NEYMARA. MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM SPODOBA. JUŻ W KRÓTCE NOWY ROZDZIAŁ!











niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 2 - IMPREZA U JUNIORA CZ. 2

                                                          ***LIVIA*****
Co ten pieprzony dupek sobie myśli? Najpierw traktuje mnie, jak dziwkę, a potem wpycha mi język do gardła! Jak myśli, że wszystko będzie w porządku to się grubo myli. Mam go serdecznie dość! Postawiam się przewietrzyć..., wychodzę na balkon. Widok jest piękny.

Nie wiem co robić...zaczynam płakać, jak mała dziewczynka. Postanowiłam zadzwonić do Michaela.
-Black?! Black, proszę zabierz mnie stąd!- rozkleiłam się już do końca.
-Livia kochanie co się stało?!- Black wyraźnie zaczął się martwić.
-Proszę Cię przyjdź tutaj!-
-Dobrze, ale gdzie ty jesteś?-
-Na balkonie.-
-Livia kochanie, wiesz ja rozumiem to, że jesteś w stanie przed depresyjnym i, że coś się stało, ale w domu Neya jest ze 20 balkonów.-
-Na tym, z którego widać basen.-
-Okey, zaraz będę.-
Michaela zjawił się w niecałą minutę. Od razu rzuciłam mu się w ramiona.
-Michael...bo on..., on najpierw nazywał mnie laleczka..., mówił do mnie maleńka..., traktował mnie, jak śmiecia, a potem...potem, zaczął mnie obmacywać i w ogóle...- przez płacz prawie nie mogłam mówić.
-Zabiję frajera! Tylko powiedz kto to zrobił..., przyrzekam rana nie do żyje!- Mich był bardzo wkurzony.
-To...to Neymar. Ja mam go dość.-
- Oj...to zmienia postać rzeczy. Posłuchaj, poczekaj tutaj. Ja zejdę na dół. Przyniosę tabletki od  bólu głowy, a potem pójdę z nim pogadać. Dobra?-
Nie odpowiadam tylko kiwam głową.

****NEYMAR****
Kompletnie nie wiem co się ze mną dzieje. Wyszedłem do ogrodu. Jeszcze chwilę temu widziałem kasztanową na balkonie..., była z Blackiem na potem doszedł do nich Munir. Nie to, żebym był zazdrosny, ale nie za specjalnie do siebie pasują. W dłoni trzymam dużą szklankę zimnego WHISKY, kiedy ktoś klepie mnie po plecach. To Black.
-Bardzo mnie ochrzanisz?-spytałem nie pewnie.
-Nie..., a wiesz czemu? Bo jesteś moim najlepszym przyjacielem. Poznałem fajną dziewczynę, więc powiem krótko i na temat. Wiem, ze Livia może za ostro zareagowała..., ale ona dopiero co wyszła z depresji bo bardzo toksycznym związku. A po drugie wiem o co chodzi w tej chorej relacji, między tobą a moją siostrą.- bierze o de mnie szklankę i wypija całą zawartość.
-Tak a o co?!-
-O to, że ty lubisz ją, a ona Ciebie. I to bardzo. Nie wiem czy się w sobie zakochaliście, czy tylko się polubiliście, ale wiem, że nadajecie na tych samych falach. A teraz jest noc i fajna impreza. Mnóstwo seksownych dziewczyn..., nie wiem jak ty, ale ja idę potańczyć.- ruszył w stronę domu. Może i miał rację? Może ją serio lubie? Nie...to nie możliwe, ale postanowiłem iść z moim przyjacielem.
-Black! Idę z tobą!- pobiegłem za moim przyjacielem. Kiedy weszliśmy Livia tańczyła wolnego z Munirem..., nie wiem co to było..., ale coś mnie zakuło od środka...nagle znowy zrobiło mi się przykro.




PRZEPRASZAM, ŻE ROZDZIAŁ TAKI KRÓTKI, ALE MAM DUŻO SPRAW NA GŁOWIE. NASTĘPNY BĘDZIE O WIELE DŁUŻSZY.

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 2 - IMPREZA U JUNIORA CZ.1

                           ***LIVIA***

        Po treningu byłam wykończona. Postanowiłam się przespać, kiedy zadzwonił telefon. Podniosłam mojego IPhona z podłogi.
-Halo?!- spytałam wyjmując głowę spod poduszki.

-Hej Livia! To ja! Sara!- usłyszałam w telefonie.
-Serio?! No co ty nie powiesz?! Obudziłaś mnie wiesz? - spytałam z ironią.
-I co? Byłaś tam z Blackiem?! Poznałaś ich?!- czy ona w ogóle mnie słuchała?
-Tak! Poznałam ich!- wykrzyczałam.
-A Neymara też?- o nie..., tego jest za wiele. To imię działa na mnie, jak czerwona płachta na byka.
-Tak. Jego też. I bardzo tego żałuję.- nie ukrywałam swojej złości.
-Ale czemu?!- spytała mnie moja przyjaciółka. Postanowiłam, jak "najdelikatniej" powiedzieć jej prawdę.
-Bo nasz największy idol okazał się skończonym draniem, dupkiem i zapatrzonym w siebie lalusiem. A na dodatek dziś muszę iść do niego na imprezę- usiadłam na łóżku.
-Livia szykuj się! Za 45 minut musimy wyjść!- usłyszałam Michaela.
-Serio idziesz do Neymara na imprezę?!- czy ona słuchała o czym ja do niej mówiłam?!
-Tak serio. I przepraszam Cię, ale muszę już się szykować.- rozłączyłam się. Leniwie zeszłam z łóżka i udałam się w stronę garderoby. Postanowiłam ubrać się tak, aby ten cholerny piłkarzyna nie mógł oderwać ode mnie oczu. Zdecydowałam się na złotą sukienkę z długim rękawem i wycięciem sięgającym do większej połowy pleców oraz czarne, wysokie szpilki i dużą, czarną kopertówkę. Zrobiłam sobie makijaż, mocna podkreślając usta. A następnie związałam włosy w niedbały kok.
 





 

-Ulala. Oj siostrzyczko, coś czuję, że chyba będę musiał zatrudnić Ci pary ochroniarzy.- Michael oparł się o futrynę i splótł ręce na piersi.

-Mi? Dlaczego?- zaśmiałam się.
-Wyglądasz, jak klejnoty na koronie królowej Eli. Ale chodź. Zbierajmy się już.- 
Neymar w przeciwieństwie do nas mieszka w północnej części Barcelony, więc dojazd do niego zajął na m około 30 minut. Co, jak co, ale dom ma piękny. Drzwi otworzył nam osobiście. Może i jest dupkiem, ale zabójczo przystojnym dupkiem.

-Cześć! Cieszę się, że już jesteście.- przywitał się z Blackiem, a potem ze mną..., buziakiem w policzek. Blee!
-Mogłabym skorzystać z łazienki?- spytałam niepewnie.
-Oczywiście. Schodami na górę i w lewo.- ręką wskazał mi kierunek drogi.
-Dziękuję. - podziękowałam i ruszyłam w stronę toalety.

****NEYMAR****


     Livia jest prześliczna. Szkoda tylko, że taka pyskata i wyrafinowana. A w tej sukience wygląda, jak milion dolarów. Ale to nie znaczy, że ją lubię. Jest po prostu siostrą mojego najlepszego przyjaciela. I tyle. Gdyby nie ten fakt, powiedział bym Małej co o niej myślę. Do kuchni wszedł Jota.
-Cześć bracie. Co tam porabiasz?- przywitał się.
-A szykuję imprezę. A właśnie, jak żeś tu wlazł?- dotarło do mnie, że drzwi były zamknięte, a Jo nie miał kluczy.
-Black mnie wpuścił. Wpadłem tylko oddać Ci motor i lecę, bo mamusia uparła się na zrobienie zakupów przed powrotem do Brazylii.- do kuchni weszła Livia.
-Jota to Livia. Siostra Michaela. - przedstawiłem Jo irytującą piękność.
-Livia, to mój brat Jota.- tym razem zwróciłem się do niej.
-Cześć!- Jo podał jej rękę.-Dobra to ja lecę, Na razie.- prawie wykrzyczał i jednym susem wyskoczył z kuchni.
-Zanieść do salonu coś jeszcze?- spytała kasztanowa.
-Wiesz...możesz zabrać ten poncz.-podałem jej różowy płyn. Ruszyła w kierunku salonu. Dopiero teraz zauważyłem rozcięcie na jej plecach. Praktycznie sięgało ich końca. Mój wzrok zawiesił się troszkę niżej. Tam też była całkiem niezła..., zaraz nasza grzeczna księżniczka miała tatuaż. I to dość spory. Skrzydła Anioła na łopatkach. 
Ej Maleńka, twój tatuś wie, że masz tatuaż?- zapytałem. Odwróciła się i sprzedała mi liścia. Przy okazji potłukła miskę i rozlała poncz.
-Prosiłam Cię, żebyś tak do mnie nie mówił!- wykrzyczała.
-Ej, Maleńka! Jesteś u mnie! W moim domu i pod moim dachem! I ja będę mówił do Ciebie tak, jak tylko mi się to podoba!- wykrzyczałem, a potem mocno przyciągnąłem ją do siebie. Sam nie wiem czemu, ale pocałowałem ją.


Całowałem ją dość długo. Spodobało mi się. Jej chyba też. Zaczęła płakać..., wytarłem jej łzy. Przytuliłem ją, a ona przytuliła mnie. Potem pocałowałem ją jeszcze raz. Spojrzała mi prosto w oczy i...., uderzyła mnie drugi raz. Rozpłakała się i wybiegła z kuchni. Nie wiem o co jej chodzi. Zawołałem ją parę razy, a kiedy nie odpowiadała zabrałem się za sprzątanie. Nie wiem czemu..., ale zrobiło mi się przykro. Po policzku ściekła mi łza. Szybko ją wycieram, bo mistrzowi przecież nie wypada płakać. Lecz to nic nie dało. Zaczynam płakać, jak dziecko i nic nie mogę na to poradzić.


CDN
**********


MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM PODOBAŁO. ROZDZIAŁ BYŁ BY DŁUŻSZY, ALE NIE DŁUGO WYJEŻDŻAM NA FERIE ŚWIĄTECZNE DO BARCELONY I NIE MAM ZBYTNIO CZASU. JUŻ WKRÓTCE DODAM CIĄG DALSZY. WASZE KOMENTARZE MOTYWUJĄ MNIE DO DALSZEJ PRACY. PRZEPRASZAM ZA, NIEKTÓRE ZDJĘCIA, ALE LEPSZYCH NIE MOGŁAM ZNALEŹĆ.ZNACZY ZNALAZŁAM, ALE NIE TRZYMAŁYBY SIĘ ONE TREŚCI OPOWIADANIE. Buziaczki. Wesołych Świąt. Czekajcie na opowiadanie prosto z Barcelony!



piątek, 21 listopada 2014

ROZDZIAŁ 1 - Stanąć na Camp Nou

                                                              ******LIVIA*****
    Wstałam dość wcześnie, bo zaledwie parę minut po 6. Słońce już świtało. Coś miałam na głowie...żuraw z papieru. Że też wpadłam na pomysł, aby zawieszać je pod sufitem. Wyszłam z łóżka i poszłam do łazienki. Umyłam  zęby, uczesałam włosy..., a no i wzięłam zimny prysznic. Było bardzo gorąco. Uczesałam moje kasztanowe włosy w warkocz i założyłam moją ukochaną pudrowo-różową sukienkę.

Postanowiłam zejść na dół i przygotować śniadanie dla Michaela i taty (już nie pamiętam kiedy ostatnio mówiłam Carlosowi po imieniu). Wyszłam z pokoju i nie chcąc obudzić chłopaków na palcach zeszłam na dół.



 Kiedy byłam już w kuchni wyjęłam z dolnej szuflady jedyną książkę kucharską jaka była w domu - "Jedz zdrowo z Mariką Sparks." Nie było w niej zbyt wielkiego wyboru więc zdecydowałam się na ŚWIEŻĄ SAŁATKĘ Z WINOGRONAMI I WĘDZONYM ŁOSOSIEM. Skończyłam nakrywać do stołu kiedy do kuchni wszedł Black. 
-Cześć siostrzyczko. Wyspałaś się?- spytał i dał buziaka w policzek.
-Tak i to bardzo, a teraz siadaj i jedz.-oddałam mu buziaka.
-A właśnie...ty masz zamiar w tej sukience  grać w piłkę?- pokazuje głową na moją sukienkę od Mc Quina.
-Ale jak to grać? Dzisiaj z Sarą nie idziemy na boisko.- opowiedziałam zmieszana.
-No z Sarą nie. Ale za to ja zabieram Cię dzisiaj na Camp Nou. Gadałem już z dziadkiem powiedział nawet, że będziesz mogła z nami potrenować.- oświadczył i wsadził sobie do buzi wielką porcję sałatki.
-Że gdzie?!- spytałam zaskoczona.
-No na trening....wiesz o co chodzi. Piłka..., boisko...., stadion..., ćwiczenia.- tłumaczył mi jak małemu dziecku.
-Serio?! Mogę iść z tobą?! Ale nie..chyba nie pójdę...- mój entuzjazm szybko spadł.
-Ale czemu?...chociaż nie. Nie odpowiadaj. Już wiem. Wstydzisz się. Ale posłuchaj nie masz czego. Będę ja. Będzie dziadek. A chłopaki są serio bardzo sympatyczni. - uspokoił mnie.
-To co pojedziesz ze mną?-dodał.
-No dobra!- zeskoczyłam z krzesła i pobiegłam na górę się przebrać. Na schodach wpadłam na tatę.
 -Cześć tato! Jadę z Michaelem na trening. Na stole masz śniadanie!- krzyknęłam i wbiegłam do pokoju. 
-Okey! Miłej zabawy kwiatuszku!- krzyknął za mną. 
Przebrałam się w to:
A do mojej torby włożyłam jeden ze strojów Blacka i moje ulubione korki. Na stadion pojechaliśmy samochodem Michaela. Przed wejściem spotkaliśmy dziadka. Pogadaliśmy parę minut, a potem ruszyliśmy w kierunku szatni. Michael cały czas obejmował mnie ramieniem. Dobrze wiedział, że bardzo się stresuję. Kiedy dochodziliśmy już do "męskiego zakątka pielęgnacyjnego" Michael powiedział -Kiedy tam wejdziesz, może spotkać Cię coś co na zawsze zrujnuje twoją psychikę.- obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Bez pukania wszedł do środka. Ale przecież on też jest częścią Katalonii. Po wejściu do środka poczułam się, jakbym była w przedszkolu. Chłopaki rzucali w siebie wszystkim co było pod ręką. Ściągali sobie spodnie i ręczniki. Szczypali się gdzie popadnie, a przy tym piszczeli i śmiali się, jak małe dzieci. Od razu zauważyłam, że byli tam tylko: Suares, Pedro, Rafinha, Alves, Messi i Ramires. -Chłopaki.-powiedział Black... , ale bezskutecznie..., było za głośno. -E! Chłopaki!- wydarł się. -O! Cześć Black! Długo już tu stoisz?!- pierwszy odezwał się Messi. Następnie podszedł i przywitał się z moim bratem, a za nim  reszta ekipy.
 


-Chcę wam kogoś przedstawić,- przeniósł wzrok na mnie. -To Livia. Moja młodsza siostra. Mam nadzieję, że się polubicie. No dobra królewno. Ja zostawiam Cię z chłopakami i idę się przebrać.- oświadczył. 
-Że co ?!- wyrwało mi się. Wszyscy zaczęli się śmiać. -Spokojnie nikt Cię tu nie pogryzie.- uspokoił mnie Michael. -No nie wiem.- powiedział Pedro i wymownie spojrzał się na Suaresa. Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Haha. Ale śmieszne. Jeżeli chcecie wiedzieć to dzisiaj bardzo bolą mnie zęby.- bronił się Luis. Alves zrzucił z ławki czyjeś ubrania. -Siadaj.- powiedział i pokazał wolne miejsce na ławce.
-Dziękuję.- posłałam mu najpiękniejszy uśmiech na jaki tylko mnie stać. Drzwi od strony łazienki otworzyły się. Byłam pewna, że to Michael już wrócił. Ale myliłam się. Do szatni dumnym krokiem weszli Pique, Bravo, Adriano, Iniesta, Busquets, Munir i Neymar. Junior na żywo wygląda o wiele cudowniej niż na zdjęciach i filmach. A ja dodatkowo miałam takie szczęście, że Ney był w samych bokserkach.


Myślałam, że szczena opadnie mi do ziemi. On był taki cudowny. Mogłabym patrzeć na niego godzinami.
-Ej, laluniu! Siedzisz na miejscu, w którym wcześniej leżały moje rzeczy! Nie pomyliłaś się przypadkiem?!- Ney nie ukrywał swojego zdenerwowania. Zaraz... , czy on powiedział do mnie laluniu?!
-Ja...- nawet nie miałam odwagi się bronić.
-Co ty?! Co ty?! Ty wiesz kim ja jestem?! I w ogóle kto takiej laleczce pozwolił tu wejść?!- o nie... tego już za wiele. Gotowało się we mnie.
-Ney, wyluzuj! Livia przyszła tu z Blackiem. To jego siostra!- Dani stanął w mojej obronie.
-A co mnie to obchodzi czyja to..., zaraz to siostra Michaela?- zachowywał się, jakby usłyszał nie wiadomo jaką nowinę. -Tak. To siostra Michaela. A co za tym idzie wnuczka dyrektora. A z tego co wszystkim wiadomo, ty i tak masz już u niego na pieńku za ciągłe spóźnienia i pyskowanie.- wtrącił się Messi. -Chłopaki, słychać was w moim gabinecie. Widzę, że poznaliście już moją wnuczkę. To co Livia? Idziesz grać z chłopakami?- spytał dziadek. Tak na poważnie to nie miałam na to ochoty, ale pogarda do mnie w oczach Neymara zmieniła moje zdanie. -Pewnie, tylko się przebiorę.- uśmiechnęłam się.
-To świetnie. Munir, zaprowadź Livię do łazienki. Tylko damskiej i rączki trzymaj przy sobie.- wszyscy znowu zaczynają się śmiać. -Nie ma problemu doktorku.- kładąc mi rękę na plecach zaprowadził mnie do łazienki. -Livia....nie przejmuj się Neyem. On taki jest.Sława bardzo go rozpuściła. Za parę dni mu przejdzie.- pocieszył mnie.
-Dziękuję. Też mam taką nadzieję.- odparłam. Munir jest całkiem spoko. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.


-Munir, zostawisz nas samych?- o nie...to był ten głos. Munir nie pewnie na mnie spojrzał...,ale potwierdzająco pokiwałam głową. -Czego chcesz lalusiu?- wyrzuciłam z siebie. 
-Ej laluniu. Nie tak ostro.- przykleił sobie na twarz ten gardzący uśmiech.
-Nie mów tak do mnie!- wkurzyłam się.
-Okey, laluniu. Ale Maleńka zapamiętaj sobie jedną rzecz. Nie myśl sobie, że skoro jesteś siostrą mojego najlepszego przyjaciela i wnuczką dyrektora to wszystko ci wolno!- wydarł się na mnie.
-Wiesz co...ja też Ci coś powiem. To, że grasz w najlepszym klubie na świecie, nie znaczy, że jesteś nie wiadomo kim piłkarzyku w szpileczkach!- irytował mnie. Powiedziałam mu co myślałam i poszłam na boisko. Miałam tego dupka dość jak na jeden dzień!

***Neymar***

Przyszła sobie taka siostra Blacka i myśli, że wszystko jej wolno. Nazwała mnie piłkarzykiem w szpileczkach, a przecież wszyscy wiedzą, że jestem mistrzem. A jak się odnosiła, kiedy trafiła bramkę. O nie...,ja tego tak nie zostawię. Nie cierpi mnie, a ja to wykorzystam. I już wiem jak.
-Ej chłopaki, dziś robię imprezę wpadniecie?- zapytałem składając swoje rzeczy.

-Pewnie!- odpowiedzieli wszyscy chórem. 
-Black, mam nadzieję, że ty też przyjdziesz.- zwróciłem się do przyjaciela. 
-Oczywiście, że będę.- rzucił mnie swoim ręcznikiem siedząc na krześle.


-To świetnie! Livia też może przyjść jeżeli ma ochotę.- zmieniłem ton na bardziej szarmancki.
-Pewnie. Przyjdziemy wcześniej to pomożemy w przygotowaniach.- oświadczył.
-To super! Do wieczora.- rzuciłem na pożegnanie. Mina Livii była bezcenna. Coś czuję, że będzie wesoło.

***Livia***

Co Michael sobie myśli? Ja mam iść na imprezę do tego pacana?! I na dodatek pomagać mu w przygotowaniach?! O nie! Popamiętają mnie obydwaj!  CDN



MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ WAM PODOBAŁO. CZEKAM NA KOMENTARZE BO TO ONE MOTYWUJĄ MNIE DO DALSZEJ PRACY. PRZYPOMINAM WAM, ŻE TO DOPIERO PIERWSZE OPOWIADANIE. JUŻ WKRÓTCE GOTOWY BĘDZIE DESIGN NOWEGO BLOGA. MOGĘ WAM ZDRADZIĆ, ŻE W NASTĘPNYM OPOWIADANIU DOJDZIE DO PIERWSZEGO ZBLIŻENIA LIVII I NEYMARA, ALE TO W CALE NIE NAPRAWI ICH KONTAKTÓW.





środa, 19 listopada 2014

Krótki wstęp.

 Na tym blogu będziecie mogli znaleźć całą trylogię opowiadań, których głównymi bohaterami będą Neymar da Silva Santos Junior - genialny piłkarz reprezentacji Brazylii i FC Barcelony oraz Livia Wilk siedemnastoletnia Polka  z brazylijskimi korzeniami, który wraz ze swoim ojczymem i przybranym bratem mieszka w Barcelonie. Na początku Ney i Livia nie przypadną sobie do gustu, a za nim połączy ich prawdziwa miłość czeka ich bardzo długa droga. Jak się poznają? Dzięki Michealowi - starszemu bratu Livii, młodemu piłkarzowi i wnukowi samego Andoniego Zubizarrety (dyrektora FCB). Livia i Black (bo tak mówią na Michaela bliscy i przyjaciele) znają się dopiero od 6 miesięcy, dlatego Blackiemu bardzo zależy na zbliżeniu się do przybranej siostry. Pewnego dnia zabiera ją na trening. A co bd dalej zobaczycie sami.
BOHATEROWIE:
-LIVIA WILK (17L. POLSKA NASTOLATKA UWIELBIAJĄCA PIŁKĘ NOŻNĄ I TANIEC)
-MICHAEL ZUBIZARRETA (18L. PIŁKARZ, STARSZY PRZYBRANY BRAT LIVII, JEDEN Z NAJLEPSZYCH PRZYJACIÓŁ NEYA)
-SARA LAVAZZI (16 L. NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA LIVII)
-NEYMAR (22L. PIŁKARZ, NAJPIERW NAJWIĘKSZY WRÓG A POTEM UKOCHANY LIVII)
-CLAUDIO BRAVO
-ADRIANO
-DANI ALVES
-GERARD PIQUE
-ANDRES INIESTA
-RAFINHA
-SERGIO BUSQUETS
-LEO MESSI
-LUIS SUAREZ
-MUNIR EL HADDADI
-PEDRO
-SANDRO RAMIREZ -------->POZOSTALI PIŁKARZE FCB
-ANDONIO ZUBIZARRETA (53L. DYREKTOR FCB, PRZYBRANY DZIADEK LIVII)
-CARLOS ZUBIZARRETA (35L. OJCZYM LIVII I TATA BLACKIEGO).
NEYMAR



LIVIA


MICHAEL.