Charlie XCX

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 8 - Mocne starcie.

                                              ***LIVIA***
 
    -Spróbuj jeszcze raz powiedzieć tak do mojej dziewczyny, a ten głupi uśmieszek w jednej chwili zniknie z twojej twarzy!- Ney się wkurzył. Napięły mu się chyba wszystkie mięśnie. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Że do kogo?!- Tomek zaczął się śmiać.
-Do mojej dziewczyny! Jeszcze wyraźniej ci to przetłumaczyć?!- Neymar niebezpiecznie przybliżył się do mojego byłego.
-No Livia ile ten marny piłkarzyna płaci ci za twoje nocne usługi co?!- Zwrócił się do mnie. Wkurzył mnie... i jednocześnie zranił. Te słowa na poważnie mnie bardzo zabolały.
-O nie! Teraz gnojku przesadziłeś!- Ney w jednej chwili położył Tomka na ziemi. Zaczął obkładać go pięściami, z resztą przystojny Polak nie był mu dłużny. Nie wiedziałam co ma robić. Zaczęłam krzyczeć i błagać, żeby przestali.
-Neymar, proszę zostaw go! To nie ma sensu! Chodź, wracajmy do domu! Davi zaczyna się bać!- Mały się rozpłakał.
-Tatusiu! Proszę...chodźmy do domku.- Wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.
-Ciii, uspokójcie się.- Shakira pogłaskała mnie po plecach. Przytuliła mnie i uspokoiła.
-Ney, do jasnej cholery uspokój się! Ile ty masz lat?! Twój trzy letni syn na ciebie patrzy!- Michael się trochę wkurzył. W tej samej chwili Tomek wymierzył swoją dłonią cios w skroń Neymara.
-Tego za wiele!- Pique szybkim krokiem ruszył w kierunku chłopaków. Próbował ich rozdzielić. Jakoś mu to nie wyszło. Michael ruszył mu z pomocą.
-Da Silva wystarczy już tego przedstawienia.- Mich próbował go odciągnąć.
-Zostaw mnie! Sam wstanę!- Warknął.
-Okey... . - Mój brat wyciągnął ręce w obronnym geście.
-A z tobą jeszcze nie skończyłem sukinsynie!- Ney zwrócił się do Tomka.
-Zobaczymy kto z kim skończy. A ty mała, jak będziesz miała zamiar wskoczyć temu frajerowi do łóżka to postaraj się bardziej niż w tedy, kiedy robiłaś to ze mną.- Neymar podniósł wzrok z ziemi. Spojrzał najpierw na mnie, a potem na Tomka. Posmutniał.
-No co?! Twoja, jak ty ją nazywasz "dziewczyna" nie wspominała ci o tym, że nie jest już dziewicą?! Uwierz mi..., kiedy z nią spałem..., dupy mi nie urwało, więc jeżeli masz ochotę na jakieś większe doznania to znajdź sobie kogoś innego.- Poklepał mojego chłopaka po ramieniu.
-Nigdy nie mów tak o mojej siostrze!- Black ruszył w kierunku Tomka, ale Ney był pierwszy. Wymierzył mojemu byłemu siarczysty cios prosto w wargę. Tomek otarł krew i posłał mi ten swój, głupkowaty uśmiech.
-Zamknij się. GNOJKU. - Ney splunął na ziemię i wsiadł do samochodu.
-Idziemy skarbie.- Zawołał w moim kierunku. Kiedy odjechaliśmy z parkingu Tomek cały czas tam stał. Podeszła do niego moja mama. O czymś ze sobą rozmawiali.

Spojrzałam na Neymara. Był mega wkurzony. Złapałam go za rękę i zauważyłam, że krwawią mu knykcie. Z oka pociekła mi łza.
-Księżniczko co się stało? Dlaczego płaczesz?- Ney złagodniał. Mocno mnie do siebie przytulił i pogłaskał po policzku. Nie mogłam się uspokoić. Rozpłakałam się na dobre.
-Livia nie płacz. Nie możesz być smutna. Bo ja też w tedy będę smutny. Uśmiechniesz się? Proszę.- Davi dał mi buziaka w policzek.
-Neymar..., ja..., ja przepraszam. Na prawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło.- Mocno wtuliłam się w tors mojego ukochanego.
-Słońce, ale to przecież nie twoja wina. - Pocałował mnie i zaczął pocieszać. Robił te swoje zabójcze miny. Nie mogłam wytrzymać. Ryknęłam śmiechem tak głośnym, że nie pozwalał Geriemu skoncentrować się na prowadzeniu samochodu. Neymar się uśmiechnął. Zrobił nam SELFIE. Dodał zdjęcie na instagrama z opisem :

Minha amada princesa. Você está por perto, meu bebê mundo.

***NEYMAR***

Postanowiłem, że Livia na jakiś czas zatrzyma się u mnie. Nie pozwolę, aby przebywała w jednym budynku z tym pieprzonym skurwysynem. Kocham ją i będę o nią dbał o swoją królową. Teraz śpi na jednym łóżku z Davim. Mały na prawdę ją pokochał. Cieszę się, że mam ich przy sobie. Właśnie szedłem do łazienki się przebrać, kiedy zadzwonił telefon. W myślach skarciłem sam siebie za to, że go nie wyciszyłem.
-Ney? Jak Livia? Lepiej już?- Usłyszałem łagodny głos Shak.
-Tak. Właśnie zasnęła.- -Odpowiedziałem i przymknąłem drzwi od salonu. Nie chciałem obudzić moich dwóch skarbów.
-To dobrze. Nawet nie wiesz, jak mi jej szkoda.- Zmartwiła się.
-Shak, uspokój się. Wszystko jest już w porządku.
-Ney..., a może zabiorę Liv jutro na małe zakupy co? Poszalejemy sobie trochę, a przy okazji pokażę jej parę fajnych miejsc.- Zaproponowała.
-Serio?! To świetny pomysł! Na pewno dobrze jej to zrobi.- Ucieszyłem się.
-No to super. Zabiorę też Anto. Zaopiekujemy się nią.
-Wspaniale. Shak, fajnie się nam gada, ale muszę cię przeprosić. Jest już 19:15, a jeszcze nie przygotowałem kolacji.
-Nie ma problemu. Ugotuj coś dobrego. Najlepiej NIE z mrożonek.- Zaśmiała się.
-Pewnie. Pozdrów chłopaków. Do jutra.
-Do jutra. - Rozłączyła się. Wyłączyłem telefon i poszedłem na górę do swojej sypialni wziąć mój ulubiony żel pod prysznic. Przy okazji zalałem colą ubrania, w które miałem się przebrać. Wybrałem coś innego: 

Poszedłem do łazienki. Po chłodnym prysznicu ułożyłem swoje włosy. Przy okazji zacząłem śpiewać do swojego odbicia w lustrze. 
"Hoy vienes a la misma hora. 
Busca lo prohibido y yo también. 
Tú a él le das tu corazón, pero sabes que soy yo el dueño de tu piel.

Y cuando hacemos el amor escondiéndonos de el resto de la gente nos devoramos con pasión ocultándoles que le somos infieles. 

Digamos un mentira que nadie se tiene que enterar de lo que hacemos tú y yo a escondidas. Quiero besos prohibidos. 
Volvamos al alcohol. Haremos esta historia una un secreto de dos. "


Usłyszałem ciche śmiechy i szept. Otworzyłam drzwi i zobaczyłem Livię i Daviego. Byli czerwoni od śmiechu.
-Ja się wam zaraz pośmieję!- Zacząłem ich łaskotać. Davi uciekł z krzykiem, ale Livia nie dała rady wyrwać się z mojego uścisku.
-Skarbie wiesz...ja doceniam to, że oprócz piłki masz też jakieś inne pasje, ale ja i twój syn bylibyśmy ci bardzo wdzięczni, gdybyś nie narażał nas na utratę słuchu.- Przygryzła mnie w szyję. To dziwne, ale lubię kiedy mi tak robi. To takie...., pociągające.
-Utratę słuchu, tak?! No dobra. Zobaczymy.- Pocałowałem ja i puściłem.
-Kocham cię.- Objęła mnie.
-Ja ciebie też. Leć do kuchni, zaraz zrobię nam Tacos.- Klepnąłem ją w pupę.
-Ałaj!- Odpłaciła mi się tym samym.
Parę minut potem zajadaliśmy przepyszne TACOSY. Oglądaliśmy Auta. Davi uwielbia tą bajkę.
Telefon Livii, który leżał na wyspie kuchennej właśnie zawibrował. 
-Pewnie sms.- Powiedziała i poszła odczytać wiadomość. Zbladła. Ledwo co udało jej się złapać szafki, którą miała za sobą.
-Livia! Co się dzieje?- Podbiegłem do niej i przeczytałem sms-a, który przyszedł.
Nadawca: Zastrzeżony.
Treść wiadomości: To jeszcze nie koniec. Popamiętasz mnie mała. Ty i ten twój pieprzony fagas. Zniszczę cię suko!
W telefonie numer był zastrzeżony, ale ja dokładnie wiedziałem kto jest nadawcą tego sms-a.
-Zabiję gnojka! Miarka mu się przebrała.- Wysyczałem przez zęby.


HEJ. OTO NOWY ROZDZIAŁ. WIEM, ŻE DŁUGO NIE PISAŁEM, ALE NAPRAWDĘ NIE MIAŁAM CZASU. WIEM, ŻE ROZDZIAŁ JEST KRÓTKI, ALE SZYKUJĘ SIĘ DO WYJAZDU NA ŚWIĘTA. NASTĘPNY ROZDZIAŁ = 5 KOMENTARZY. 



środa, 4 lutego 2015

Rozdział 7 - I znów to samo.

                                                     ***LIVIA***
     
                Słońce ledwo zaczęło świtać..., ale ja nie mogłam spać. Coś..., a raczej ktoś bardzo głośno się śmiał. Odwróciłam się i zobaczyłam Daviego. Oglądał jakiś film. Pewnie komedię.

-Cześć- prawie wykrzyczał kiedy mnie zobaczył.
-Cześć aniołku. Wstałeś już?- spytałam i podeszłam do uroczego blondynka.
-No. Wstałem już. Wiesz..., tatuś nie mówił, że będziesz u nas spała.- zdziwił się.
-Wiesz..., bo twój tatuś z natury ostatnio jest bardzo tajemniczy. A właśnie nie widziałeś go?- spytałam.
-Pojechał już do pracy.-
-Acha. A zrobił Ci chociaż śniadanko?-
-Nie..., powiedział, żebym zrobił sobie kanapki czy coś.- wzruszył ramionami.
-Chodź. Zrobię ci płatki co?! A potem pojedziemy do taty na trening.- wzięłam malutkiego blondynka za rączkę.
-Ale super! No to chodźmy.-
Kiedy obydwoje z Davim zjedliśmy śniadanie, poszliśmy na dół się przyszykować. Davi wybrał sobie to:

A ja zdecydowałam się na to:

Wyszliśmy na dwór. Wróciłam się na chwilę do domu, aby zabrać telefon. Kiedy wyszłam na podwórze ruszyliśmy w stronę garażu.
-Jedziemy cadillaciem czy lamborghini? Decyzja należy do ciebie.- oświadczyłam uroczystym tonem.
-Serio?! No to możeee...no...lamborghini!- z całej siły złapał mnie za rękę. 
-No to chodź.- 
-Wow! Masz samochód lepszy niż tatuś!- wykrzyczał na widok mojego auta.

-Serio?! Cieszę się, że Ci się podoba.- poczochrałam jego blond włoski.
-Livia?!-
-Tak?!-
-Czy mógł bym usiąść z przodu?! No wiesz...koło ciebie?!-  spytał nieśmiało.
-No pewnie kochanie!- otworzyłam przed nim drzwi i pojechaliśmy w kierunku Camp Nou. Kiedy byliśmy na miejscu, poszliśmy do szatni, aby się przebrać w strój odpowiedni do kibicowania naszemu faworytowi.

***NEYMAR***

Kiedy wraz z chłopakami rozgrzewaliśmy się na środku murawy z głównego wejścia w moim kierunku zmierzała Livia z Davim. Jestem taki szczęśliwy, że udało im się złapać wspólny język. Zaczynam się bać, że będę miał konkurencję. Podbiegłem w kierunku moich dwóch skarbów i mocno ich przytuliłem.


-Hej kochanie. Przepraszam, że rano mnie nie było, ale Luis zadzwonił i powiedział, że dziś gramy wcześniej. Spałeś tak uroczo, że nie miałem sumienia cię obudzić. A Davi był taki uparty..., że głowa mała. On nie chce iść ze mną, tylko woli zostać z Livią. Zaczynam być zazdrosny kochanie.- zażartowałem. 
-Oj kotku..., no wiesz...czasem tak bywa.-
-No proszę! Dziś gościmy całą rodzinkę! Cześć Livia!- Pique cmoknął Livię w policzek na przywitanie.
-Ej! Geri! Ty to się  nie przystawiaj tak za bardzo! Masz swoją dziewczynę, więc od mojej się odczep.- próbowałem udawać groźnego.
-Nie dziewczynę tylko narzeczoną.- poprawił mnie.
-A właśnie. Livia poznaj Shak. Shak to Livia. Dziewczyna Neya i siostra Micha.- Geri przedstawił sobie dziewczyny.
-Cześć kochanie! Wiele o tobie słyszałam. Cieszę się, że w końcu mogę cię poznać!- Shakira mocno przytuliła Livię.
-Na prawdę? Bardzo się cieszę z tego powodu. Zważając na to, że jestem twoją wielką fanką. I oczywiście gratuluję  z powodu narodzin Sashy. A właśnie..., jak czuję się mały?!- spytała rumieniąc się. 
-Rośnie, jak na drożdżach. Ma coś po Gerim, bo nie śpi po nocach, a potem w ciągu dnia marudzi.- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Tatuś to nie śpi w nocy. Tylko gra na konsoli, albo podjada moje słodycze. A raz to nawet zjadł mój jogurcik o smaku czekolady.- Milanek wtrącił się do rozmowy, rozbawiając nasz wszystkich do łez. 
Z głównego wejścia w naszym kierunku zmierzał wyraźne zdenerwowany Black.
-Hej braciszku! Stało się coś?!- Livia wyraźnie zaczęła się martwić o Michaela. Czasami dziwię się temu, jak bardzo są sobie bliscy. Ja i Rafa też byliśmy blisko siebie. Ale to co łączy moją ukochaną i mojego przyjaciela to coś niesamowitego. To zupełnie tak, jakby jedyną rzeczą, która ich różni było tylko inne ciało.
-Tak stało się.- odpowiedział i szybko przywitał się z każdym z nas.
-Nie zgadniesz kto przyjechał nas, że tak powiem odwiedzić.- dodał i zdenerwowany usiadł na trybunach. 
-No nie. Nie zgadnę.- Livia usiadła obok Micha i złapała go za rękę. Ten natomiast wziął głęboki oddech i kontynuował.
-Twoja matka.- wypalił bez zastanowienia.
-Że co?!- Liv, aż podskoczyła.
-Ale nie przyjechała tu sama. Jest z nią Tomek.- spojrzał na Livię z niespokojem. Livia nic nie odpowiedziała. Wtuliła się w Michaela i zaczęła cicho płakać.
-Co?! Ale co ten sukinsyn tu robi?!- wyrzuciłem. Nie miałem zamiaru oglądać tu kogoś kto tak bardzo skrzywdził moją księżniczkę. Kiedy go zobaczę chyba go rozszarpię. Pieprzony sukinsyn.
-Nie wiem. Ojciec mówił, że mama Livii przyjechała tu z matką Tomka i nim na ferie. Mają na ten czas się u nas zatrzymać.- ta informacja wstrząsnęła Livią jeszcze bardziej.
-Kochanie nie płacz. Jestem tutaj. Nie pozwolę temu sukinsynowi się do ciebie zbliżyć. Przynieść ci wody skarbie?!- spytałem i pogłaskałem Livię po plecach. Ta pokiwała tylko głową.
-Już. Uspokój się kochanie. Zaraz będę z powrotem.- pocałowałem Liv w czoło.
-Ney, poczekaj! Pójdziemy z tobą.- oświadczyła Shakira, po czym ja, Shak i Geri ruszyliśmy w stronę bufetu.
-Ney..., wiesz nie chcę być wścibski..., ale dlaczego Livia tak zareagowała, kiedy Mich wspomniał o jej mamie?- Pique spojrzał na mnie. W jego oczach widziałem troskę.
-Matka Livii..., nie daje jej żyć. Nigdy nie pozwalała jej decydować. Ona jej kupowała ubrania, zapisywała ją do szkół, umawiała ją z chłopakami takimi jakich ona uważa za stosownych. Livia musiała robić wszystko pod jej dyktando. Jej matka zapłaciła jej już nawet stypendium na uniwersytecie w Londynie. Wymyśliła sobie, że Livia zostanie projektantką mody.- wyrzuciłem z pogardą.
-Biedactwo. Przecież Livia to taka dobra dziewczyna. Ona..., chce być dziennikarką tak?! Black coś o tym wspominał.- Gerard praktycznie sam sobie odpowiedział.
-Tak. Nie długo będzie zdawała egzaminy do prywatnego liceum. Wybrała klasę dziennikarską ze specjalizacją sportową.- dodałem.
-Ney..., a o co chodzi z tym Tomkiem? Kim on jest?- tym razem odezwała się Shak.
-Tomek to były chłopak Livii..., bardzo ją skrzywdził. Poniżał ją, przy kolegach robił sobie z niej swoją niewolnicę. Na jednej z imprez brakowało ułamka sekundy, aby ją zgwałcił. Całe szczęście, że Mich był w tedy na miejscu.- zacząłem płakać. Nadal nie potrafiłem wyobrazić sobie tego, jak ktoś tak bardzo mógł skrzywdzić moją ukochaną.
-Boże święty! Przecież to okropne! Dlaczego Livia go nie zostawiła?!- spytała Shak.
-Kochała go..., po prostu.- odpowiedziałem. I nagle coś mnie zabolało. Dotarło do mnie, że moja dziewczyna kochała kiedyś kogoś innego. I to bardzo. Cholernie bardzo. Może nawet bardziej niż mnie kocha teraz. Zrobiło mi się tak przykro.
-Ej..., Ney nie martw się. Livia teraz jest z tobą. Kocha cię. Uwierz mi... To widać na pierwszy rzut oka.- Shak chyba czytała mi w myślach.
-Serio?!- humor trochę mi się poprawił.
-Serio. A teraz chodź, bo twoja księżniczka czeka.- Pique zmienił głos na bardziej uroczysty i oficjalny.
-Wiesz..., szkoda że o mnie tak nie mówisz.- Shakira próbowała udawać obrażoną.
-Proszę skarbie. Truskawkowa, taka jaką lubisz najbardziej.- podałem Liv wodę, a ona mocno się do mnie przytuliła. W tej samej chwili Enrique zawołam nas na trening. 
-Idź.- powiedziała Livia.
-Skarbie nie chcę cię zostawiać.- próbowałem protestować.
-Nie martw się o nią. Zaopiekuję się Livią. Jest w dobrych rękach.- Shak objęła moją kasztanową królewnę z całej siły.
-Idź. Wszystko będzie dobrze.- Livia pogładziła mnie po policzku. Uwielbiałem kiedy to robiła.
-Liv..., po treningu jest mecz. Twoja matka i Tomek mają na nim być. Kiedy ich zobaczysz, po prostu udawaj, że ich nie widzisz.- powiedział Black.
-Dokładnie. To świetny pomysł.- powiedziała Shak cały czas przytulając Livię.
-Okey...- Livia jeszcze raz się do mnie przytuliła.
-Wygraj dla mnie ten mecz kochanie!- dodała i pocałowała mnie w policzek. Mich zrobił tylko skrzywioną minę.
-Na ciebie też liczę braciszku.-
Prze resztę czasy Livia nie była już taka smutna. Cały czas energicznie plotkowała o czymś z Shakirą. Wraz z chłopakami uznaliśmy, że na 100 % nas obgadują. Bo cały czas patrzą w naszą stronę i nawiązują ożywione tempo rozmowy. Kiedy tylko zauważą, że któryś z nas się na nie patrzy od razu odwracają wzrok. Ale widzę, że Livia jest szczęśliwa. A ja jestem spokojniejszy.

***LIVIA***

Mamę widziałam tylko raz. Siedziała na trybunach i udawała zainteresowaną meczem. Nie zwracałam na nią większej uwagi.  Kiedy wychodziliśmy ze stadionu usłyszałam znajomy głos.
-Ej Livia! Minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania. No maleńka..., widzę że zaczęła się obracać wśród VIP-ów.- nie... I znów zaczęło się to samo.



CZEŚĆ KOCHANI. MAM DO WAS WIELKĄ PROŚBĘ.  Michael się zakocha (kto czytał ten wie kim jest Michael), ale nie wiem kim mam być jego dziewczyna, jak ma mieć na imię itd... Pomożecie robaczki? Liczę na was.

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 6 - Jesteś lepsza niż żelki.

                                                          ***LIVIA***
     Od tego feralnego spotkania z Alex, minął ponad tydzień. Nie widziałam jej aż do dzisiaj. Było na meczu. Siedziała zaraz prze de mną. Cały czas się wydzierała, szczerzyła i machała w stronę Neya. Ale mój kociak nie zwracał na nią uwagi. Nawiązał z nią tylko krótki, bardzo ciekawy dialog.
 
-Cześć Ney! Co u ciebie?!- przybiegła w naszą stronę.
-Cześć. Sorry Alex, ale muszę lecieć.- 
Dla mnie to lepiej. Kiedy skończył się mecz chłopaki poszli do szatni. Ja czekałam już na parkingu. Nie mam zamiary oglądać tego co chłopaki wyprawiają w szatni, kiedy świętują wygraną.
Wsiedliśmy do samochodu Neya i włączyliśmy muzykę.

-Jestem z Ciebie dumna kochanie.- zarzuciłam mu ręce na szyję i uroczo go pocałowałam.
-Bo rzeczywiście masz z czego.- próbował udawać skromnego.
-Oj kociak w końcu wiesz...rzadko się zdarza trafić 5 goli na jednym meczu. Dziś byłeś, jak torpeda.- zabrałam mu jego full capa i sama go założyłam.
-Oj wiesz...po prostu pewna, piękna wielbicielka Barcelony działała na mnie , jak prawdziwy zastrzyk energii.-
-Skarbie bo się zarumienię. A właśnie, gdzie teraz jedziemy?- spytałam zmieniając  piosenkę.
-Jedziemy do mnie do domu. Dziś przylatuje Davi. Chcę Cię mu przedstawić.- oświadczył.
-Zaraz, że co?!- wyrzuciłam.
-No wiesz...myślałem, że będziesz chciała poznać mojego synka. W końcu jesteśmy razem i miałem nadzieję, że będziemy mogli spędzać czas we trójkę.- zauważyłam, że zrobiło mu się przykro.
-Skarbie pewnie, że chcę. Tylko wiesz...zaskoczyłeś mnie tym. Nie sądziłam, że to nastąpi tak szybko. A z kim przyjedzie?- spytałam i bardzo tego pożałowałam.
-Wiesz...zawsze przyjeżdżał z Caroliną, ale odkąd Cah nie żyje...to Raf go przywozi. Przyprowadzi go do mnie, a potem wraca do Rio. Możliwe, że Davi już nie długo wprowadzi się do mnie na stałe.- uronił łzę.
-Skarbie...przykro mi z powodu Caroliny. Wiem, że ci jej brakuje...-
-Nic się nie stało. Po prostu była moją przyjaciółką..., ale teraz mam Ciebie i tylko to się liczy. Daviś cię polubi.-
-Mam nadzieję. Nie mogę się doczekać tego kiedy go poznam. Trochę się stresuję.-
-Nie masz czym kochanie.- roześmiał się.
-Pogłoś- poprosiłam, kiedy zaczęła się nasza ukochana piosenka.
-You're picture perfect blue. Sunbathing under moon. Stars shining as your bones illuminate. First kiss just like a drug. Under your influence. You take me over you're the magic in my veins. This must be love.- Neymar zaczął śpiewać. Jakoś nie tak jak on. Uroczo... i całkiem do rytmu.
-Boom! Clap! The sound in my heart.- przyłączyłam się do Neymara i całą drogę śpiewaliśmy już razem.
 Kiedy weszliśmy do domu postanowiłam się przebrać. Wybrałam coś wygodnego:

Na obiad zrobiliśmy sobie pyszny makaron z łososiem i sosem śmietanowo-ziołowym. Podziwiam mojego skarba...jest tak chudy..., a zjadł dwa talerze. 
-Kiedy przyjedzie Davi?- spytałam.
-Powinien być o 16. A co?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak tylko pytam. A co jeżeli mnie nie polubi.?- zaczęłam się denerwować.
-Kochanie...- podszedł do mnie i mocno przytulił, po czym kontynuował.
-Ja i mój syn mamy podobny gust do kobiet. Na pewno Cię polubi. Zobaczysz...tak, jak ja nie będzie mógł bez Ciebie żyć.-
-Mam taką nadzieję. Zdążymy jeszcze podjechać do sklepu z zabawkami.?- pocałowałam go nieśmiało.
-Pewnie. Ale dobrze wiesz, że nie musisz małemu kupować prezentu.?-
-Wiem, ale chcę.-
***NEYMAR***
Pojechaliśmy do największego sklepu z zabawkami w Barcelonie.
 Livia kupiła coś wielkiego, ale nie chciała pokazać mi co to. Znam jej gust i dobrze wiem, że Daviemu się spodoba. Dzwoniła Rafa... przyjechali wcześniej. Zostawiła Daviego z Marcelą, a sama udała się na zakupy. Kiedy weszliśmy do domu Davi siedział już w salonie i zajadał się misiowymi żelkami. On chyba się o nich uzależnił.
-Cześć tatusiu!- mały rzucił mi się na szyję.
-Cześć szkrabie! Jak podróż?!- spytałem.
- Fajnie. A u ciebie jak tam?- dał mi całusa.
-Świetnie. Wiesz...chcę ci kogoś przedstawić.
Livia nieśmiało weszła do salonu. Uśmiechnęła się do Daviego, a ja objąłem ją w talii i mocno przytuliłem do siebie.
-Tatusiu, kto to jest?!- spytał Davi. U kucnąłem i spojrzałem małemu prosto w oczy.
-Davi..., to jest Livia.- pogłaskałem go, po jego blond włoskach.
-A kim jest Livia?!- spytał.
-Livia...to moja nowa dziewczyna. Jest bardzo fajna wiesz?-
-Kochasz ją?!- nie dawał za wygraną.
-Ponad życie.- odpowiedziałem.
-A ty kochasz mojego tatusia?!- tym razem zwrócił się do Livii.
-Całym sercem.- odpowiedziała.
-A mnie też pokochasz?!- położył jej rączki na policzkach, a mi ścisnęło się w gardle.
-No oczywiście.- mocno go przytuliła.
-I będziesz mnie kochała, tak bardzo jak kochała mnie moja mamusia?!- mały zaczął płakać.
-Nawet jeszcze bardziej.- Livia otarła małemu łzy.
-Wiesz....jesteś fajniejsza niż moje ulubione żelki.- Davi tym razem się roześmiał.
-Na prawdę?! O jeju...to dla mnie zaszczyt. Wiesz...ja też uwielbiam żelki.- poprawiła Daviemu koszulkę.
-Serio?! Ale super!-
-A właśnie mam dla ciebie prezent.- podała małemu torebkę, w której było to.

-Jeju! Jakie super! Dziękuję Ci! Jesteś kochana! Jesteś najlepsza! Tatusiu dbaj o nią i bądź dla niej miły!- ścisnął Livię z całej siły.
-Podoba Ci się?!- spytała i dała mu buziaka.
-Tak! To najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem!- 
Potem jeszcze długo się razem wygłupialiśmy. Jestem dumny z tego, że mam taką wspaniałą rodzinę. Oddałbym za nich wszystko. Wiem, że razem będziemy szczęśliwi, a Livia będzie wspaniałą matką dla mojego syna.



niedziela, 4 stycznia 2015

Urodzinowy spam.

NEWS! ★OusadiaeAlegriaNeymarzetes∞♔❤
Co wy na to,żeby 5 lutego zrobić urodzinowy spam dla Neya? Na jego tt, fb, google plus itd. o godzinie 19;52 w postach będziemy zamieszczały życzenia urodzinowe po portugalsku i katalońsku. Każdy opublikuje post kilka razy, żeby stało się to bardzirj widoczne. 
Neymar feliz. Venha para o Polonês. Nós te amamos. Seu, polonês Neymarzetes.
Feliç Neymar. Vine al Polonès. Et volem. Teva, Neymarzetes polonès.


Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie na e-mail: 

neymarjunior. njr1992@gmail.com

Niespodzianka!!!!!!

Ao to niespodzianka,  którą wam obiecałam.  Mam nadzieję, że się wam spodoba.

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 5 - Powrót Rudej Barbie.

     ****LIVIA****

Wczoraj było cudowzało się,  że Neymar przygotował dla nas piknik na samym środku murawy Camp Nou.  Pomyślał o wszystkim. Były nasze ulubione kanapki,  sałatka owocowa, ciastka z budyniem,  lody czekoladowe, słone przekąski i pyszne mleczne koktajle.
-Smakuje Ci kotku?! -  spytał i pocałował mnie w czoło.
-Tak i to bardzo. - strzepałam z siebie okruszki po ciastku.
-To dobrze... Wiesz..., bo ja sam to wszystko przygotowałem. -  mój ukochany zaczął się rumienić.
-Serio?! No proszę,  proszę. Kto by pomyślał,  że Juninho umie gotować?! - roześmiałam się i pocałowałam Neya w szyję.
-Haha,  ale śmieszne. Mam focha.  Nie odzywam się do ciebie! -  oświadczył.  Lecz coś mu to nie wyszło,  bo już po 5 minutach zaczął nawijać,  jak najęty. Potem jeszcze długo żartowaliśmy,  śmialiśmy się, całowaliśmy się i przytulaliśmy się do siebie. Postanowiliśmy posłuchać muzyki.  Wyjęłam z marynarki Neya mojego IPhona i puściłam jedną z moich ukochanych (oczywiście latynoskichpiosenek - "CHORA CHORA" Gusttava Limy. Neymar zaczął tańczyć i śpiewać na cały głos. Zaczęłam się śmiać,  jak jakaś wariatka. Włączyłam w telefonie kamerę i zaczęłam go nagrywać.  Potem wrzuciłam to na FB,  Insta,  Youtube i GooglePlus. Kiedy Ney to zobaczył,  zaczął mnie gonić po całym stadionie. Zmęczeni położyliśmy się na kocu i zasneliśmy w swoich objęciach.
-Ej! Zakochańce,  za 40 minut zaczyna się mecz, a wy śpicie sobie,  gdyby nigdy nic,  na środku boiska! - ze snu wyrwał nas mój wyraźnie zdenerwowany dziadek.
-Tak, tak już.  Przepraszamy.  Nawet nie zauważyliśmy,  kiedy zasneliśmy. - Neymar zaczął nas tłumaczyć.
-Nie obchodzi mnie to czy zauważyliście czy nie!  A ty Livia,  licz się z tym,  że twój ojciec się o tym dowie! Skończy ci się w tedy wieczorne obściskiwanie z piłkarzami... - zaczął się na mnie drzeć.
-Ando,  uspokuj się!  Tylko się przytulaliśmy i spaliśmy obok siebie.  Nic więcej.  A po za tym,  Livia nie jest małą dziewczynką! Ma już 16 lat! - Ney stanął w  
 mojej obronie.
-Dopiero 16. Ty natomiast masz 22. Ona w ciąż jest dzieckiem, a ty jesteś już dorosłym facetem! Między wami jest 6 lat różniących ,  a wszyscy dobrze wiedzą,  dlaczego masz słabość do młodszych dziewczyn! Lepiej odrazu zaciągnij moją wnuczkę do łóżka,  zrób sobie kolejnego bachora,  a potem udawaj niewiniątko!- jak on śmie,  odnosić się w ten sposób do Neya! Chłopaki kłócili się potem jeszcze parę minut.  Kiedy było już po wszystkim,  udaliśmy się na plażę. Cieszyłam się,  że Neymar wczoraj nie grał.

           ***NEYMAR***

Wczoraj było cudownie. Tylko,  gdyby nie ta kłutnia z Andonim. Dziś na trening jedziemy samochodem Livii, bo mój się zepsół.  Kiedy zobaczyłem jej Cadillaca szczena mi opadła! Nawet ja nie mam takiego samochodu! Po co tak delikatniej dziewczynie taka fura?

            ***LIVIA***
Kiedy zobaczyłam Juninha ugieły się podemną kolana.  Miał na sobie jeansowe rurki z krokiem, białą bluzę i seksownie poczochrane włosy. Ja natomiast ubrałam się w to;





Jednym susem wskoczył do samochodu. Zmierzyłam go wzrokiem od dołu do góry.
-No co?! -  spytał.
-Seksiak z ciebie- odpowiedziłam i pocałowałam go,  przygryzając mu wargę. Resztę drogi na Camp Nou przebyliśmy śpiewając i śmiejąc się.  Kiedy dotarliśmy na stadion wszyscy byli już na miejscu. Przebraliśmy się i całą ekipą ruszyliśmy w stronę bufetu.  To co stało się parę minut później,  wkurzyło mnie do granic możliwości.
-Ney skarbie,  jak to miło cię widzieć! -  jakaś wypindrzona,  ruda barbie przykleiła się do mojego ukochanego,  zostawiając wyraźny,  czerwony ślad szminki na jego policzku.
-Aleks! Co ty tu robisz?! -  Ney był wyraźnie zachwycony jej wizytą.  Zaraz?! Aleks?!  To pewnie o tej lasce mówił Munir.
-Ej odkleiła byś się już od niego co? Neya solary,  już nie kręcą.- owiedziałam jej tak grzecznie,  jak tylko umiałam.
-A ty to kto?! Jego przyzwoitka?! - pogardliwie się na mnie spojrzała.
-Nie.  TO Livia.  Moja dziewczyna. - wtrącił się Ney.
-Że co?!Wolisz tą małą sukę odemnie? -  wydarła się.
Tego było już za wiele! Złapałaj ją za włosy i pociągnęłam z całej siły,  a ona w odpowiedzi porwała mi bluzkę. , Zaczęłyśmy się bić i wyzywać od najgorszych. Neymar, Alba,  Pique i Bravo próbowali nas rozdzielić,  ale w tedy tylko im się oberwało.  Michael,  Suarez, Messi i Xavi pobiegli po mojego tatę.  Ten zareagował natychmiast.-Dziewczyny,  uspokójcie się w tej sekundzie!  Aleksandra opuść stadion,  a z tobą porozmawiam sobie w domu,  bo mam cię już serdecznie dość! - wydarł się.  Wybiegłam z Camp Nou,  a za mną Ney.  Wybraliśmy się na lody.  Ney przeszył mniseksownym spojrzeniem.-Co?! -  spytałam szorstko.
Ney tylko się roześmiał.
-Kocham cię moja bokserko. -  objął mnie ramienie.


MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ WAM PODOBAŁO,  A O TO NIESPODZIANKA:

http://www.youtube.com/watch?v=DkK9f1_Nl84